RISHIKESH I GANGOTRI
INDIE PÓŁNOCNE, RELACJA Z PODRÓŻY
Podczas pierwszej swojej wyprawy do Indii Odwiedziłam Rishikesh, światową stolicę jogi i to górskie miasteczko położone po obu stronach Gangi zrobiło na mnie olbrzymie wrażenie. Było czarodziejsko, filmowo, egzotycznie i mistycznie. Jogini, asceci, mnisi i mniszki, podróżni z różnych zakątków świata i górujące nad miasteczkiem gmachy kolorowych aszramów z wysokimi wieżami oraz wiszący drewniany most Lakshamn-jula, zawieszony pomiędzy brzegami Gangesu budził zachwyt. Jednak teraz, po latach, czar prysł, niestety Rishikesh zmieniło się, stało się nowoczesną, dużą aglomeracją i nie jest już tą samą lśniącą perłą. Jest głośne, zanieczyszczone, zatłoczone, a asceci i jogini zniknęli. Po mieście biegają młodzi ludzie z całego świata z matami do jogi przewieszonymi przez ramię w poszukiwaniu swojego nauczyciela/guru. W popularnej knajpce wiszą liczne ogłoszenia o błyskawicznych kursach jogi. Młodzi, gibcy hinduscy nauczyciele, którzy oferują kursy po wygórowanych cenach łatwo zarabiają duże pieniądze i szybko je wydają na przyjemności i uciechy życia. A więc, odniosłam wrażenie, że matą do jogi przede wszsytkim można się tu jedynie popisać.
Słynny most lakshmanjula był zamknięty, stragany nijakie i szare, a kolory potężnych aszramów zbladły. Mistyczne miasto jogów zamieniło się w turystyczną miejscowość dla młodzieży hinduskiej uprawiającej pasjami raffting po świętej rzece Ganges. Czar jakby prysł i pozostało uczucie pustki, pocieszałam się że jednak są jeszcze miejsca w Indiach, które na pierwszy rzut oka tak właśnie wyglądają ale skarby wiedzy duchowej skrywają głębiej i trzeba się wysilić aby je odnależć. Postanowiłam wybrać się wysoko w góry do źródeł rzeki Ganges aby odnaleźć ascetycznych joginow i mistyczne Indie. Zdałam sobie sprawę, że czeka mnie długa wyprawa w góry i postanowiłam wynająć przewodnika. Wszystko szło gładko. Zanim się obejrzałam już na horyzoncie pojawiły się prawdziwe Himalaje. W UttarKasi, niestety znowu rozczarowanie, same byle jakie stragany z chińszczyzną, dokuczliwy zgiełk i smog na ulicach. Chciałam uciekać z tego miasteczka lecz mój przewodnik powstrzymał mnie i zaprowadził w miejsce, od którego tak naprawdę zaczęła się właściwa podróż. To była mała świątynka położona pomiędzy starym dworcem autobusowym a bazarkiem warzywnym. W środku stał potężnych rozmiarów imponujący trójząb Pana Świvy, artystycznie wykonany, odlany z brązu. Niespodzianka i duże wrażenie, Trisula / Trójząb wyglądał majestatycznie i oryginalnie. W około siedzieli bramini i śpiewali mantry. Przewodnik poinformował mnie, że jest to oryginalny, prawdziwy trójząb Sziwy, który w tym miejscu znajduje się od starożytnych czasów, i w Mahabharadzie, słynnym eposie indyjskim jest o nim wzmianka oraz o tym że słynni bracia Pandawowie, książęta z Mahabharaty, pielgrzymowali do tego miejsca aby spotkać się z Sziwą. O orężu pana Sivy znajdującym się w tym miejscu wspominają również Vedy. Historia zdawała mi się całkowicie nierealna i czarodziejska, jednak to co widziałam wprawiało mnie w osłupienie. Zapytałam bramina o historię tego miejsca a on potwierdził że trójząb Pana Shivy znajduje się w tym miejscu od niepamiętnych czasów i od niepamiętnych czasów jest miejscem pilelgrzymek dla tysięcy Hindusów. Mantry, kwiaty i kadzidła oraz medytujący pielgrzymi podsycali atmosferę. Zostałam tam na medytację a potem już wiedziałam, że prawdziwa podróż właśnie się tu się zaczyna i tak jak niegdyś Pandawowie i ja teraz wyruszam na spotkanie z energią Pana Siwy.
W tych odległych górach doświadcza się wielkich emocji, odkrywając w żywych słowach sprawy, o których czytało się na stronach dawnych ksiąg. Wiele rzeczy na pozór baśniowych i fantastycznych w oryginalnych miejscach zdarzeń nabiera mocy realnośc_ Mikołaj Roerich
Droga z Uttar Kasi do Gangotri jest niezwykle malownicza przetykana przepięknymi krajobrazami wysokich gór z wijącą się w dole serpentynami potężną rzeką Ganges. Droga jest dość męcząca i kręta ale widoki dostarczają niezapomnianych wrażeń.
Gangotri to jedno z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych w Indiach, położone wśród szczytów Himalajów i lasów na wys. 3.415mnpm dostępne dla zwiedzających w okresie od maja do października. Tym razem przyjechałam do Gangotri pod koniec października a spadek temperatury był bardzo odczuwalny. W Rishikesz było upalnie, ale za to bardzo przyjemnie było wieczorami i o poranku, kiedy temperatura spadała o kilka stopni a ruch i gwar miejski był dużo mniejszy. W Gangotri, natomiast, po zachodzie słońca bardzo szybko temperatura spadała poniżej zera! Doskiwerający chłód szczególnie odczuwalny był w hotelach, w których nie było ogrzewania, a pokoje były wychłodzone i trzymały wilgoć, brrrr. Wstawałam bardzo wcześnie i chodziłam na długie spacery podziwiając przepiękne krajobrazy. Spektakularne widoki, olbrzymie skały, głębokie doliny, huczące wodospady, lasy i potężne szczyty. Miejscem, które szczególnie przyciągało mnie o wschodzie słońca to Surya Kund, miejsce w którym bogini Parwatti odbywała kąpiele. Widok tego wodospadu o wschodzie słońca jest spektakularny! Słońce wschodzi tu tuż nad wodospadem wyłaniając się zza górskiego szczytu, tworząc barwne tęcze w kaskadach wody. Słońce jest niezwykle ostre i od razu intensywne. Widok ten jest magnetyzujący i niewiarygodny. Woda Gangi jest tu wyjątkowo czysta i lecznicza ze względu na zawartość minerałów a świątynia poświęcona bogini Ganga znajuje się około 500m od tego miejsca, akurat na piękny spacer.
Poprosiłam mojego przewodnika abyśmy tak wybierali nasze trasy aby móc odnaleźć aszramy i jaskinie zamieszkiwane przez joginów i ascetów, a ja zastanawiałam się czy to w ogóle jest jeszcze możliwe….
Na szlaku, pierwszym naszym przystankiem był przydrożny aszram, który emanował ciszą i spokojem i od razu zachęcał do medytacji. Było w nim pusto i piękne. Pomyślałam, że następnym razem, kiedy przyjadę do Gangotri, to właśnie tu zostanę na nocleg. To miejsce przypominało mi małą świątynkę, w której pierwszy raz spotkałam mojego Guru-Nauczyciela Medytacji – Milczącego Mistrza. Kiedy go tam zobaczyłam, poczułam bardzo mocne doznanie w klatce piersiowej, to było jak przeszywający ból, a potem pojawiły się łzy i nie mogłam powstrzymać się od płaczu a jednocześnie od zachwytu patrzenia na tego drobniutkiego, cichutkiego Jogina. Po raz pierwszy poczułam wibracje, bardzo silne pulsowanie w okolicy serca. Uważam, że w tym właśnie momencie Babaji udzielił mi swojego błogosławieństwa, które zadziałało z potężną siłą że zmieniło całkowicie moje życie. Zostawiłam swojego partnera, z którym podróżowałam po Indiach, zostawiłam życie w kraju, pracę i bliskich i zamieszkałam w aszramie Baby.
Podobne odczucie pojawiło się, kiedy znalazłam się w tym malutkim aszramie, nie było tam nikogo, ale doznanie przyjemnych, bardzo łagodnych i spokojnych wibracji było bardzo podobne do tego, kiedy po raz pierwszy spotkałam Milczącego Mistrza. Świeciło przepiękne słońce, w powietrzu unosił się zapach egzotycznych kwiatów z ogrodu, który znajdował się na terenie aszramu. Było błogo, spokojnie, przepięknie, cicho i pusto a w tych głębokich dolinach i górskich szczytach wszędzie czułam się otoczona magiczna mocą Pana Shivy.
Ascetów / joginów spotykałam po drodze, siedzieli pod drzewami, w lasach, za mieszkania służyły im jaskinie, opuszczone chaty i szałasy, a ubrani byli najczęściej w przepaski biodrowe, skrawki materiałów, włosy mieli splątane w dredy na czubku głowy a ciała posmarowane popiołem. Pierwszy, którego spotkałam na porannym spacerze, przed wschodem słońca, siedział przed swoją małą jaskiniową chatką przy małym palenisku. Było zimno, poniżej zera, a on siedział tylko w tym jednym skrawku materiału, wysmarowany popiołem patrząc w ogień. Na moje uprzejme powitanie raczył coś mruknąć i miałam wrażenie, że nie jest zadowolony z mojej obecności. Ja jednak usiłowałam nawiązać z nim kontakt, próbując kilku ogólnie zrozumiałych zwrotów ale on wcale nie starał się być przyjazny. Wyciszyłam się zatem i siedziałam w ciszy, patrząc razem z nim w ogień. Po pewnym czasie, spojrzał na mnie i już z innym wyrazem twarzy i oczu, pozdrowił mnie gestem Atmanjali mudrą, pozwolił na krótką rozmowę a ja odniosłam wrażenie, że to właśnie ta krótka wspólna obecność w ciszy była najważniejszym momentem. Spotkanie zakończyło się kiedy asceta, nagle niespodziewanie ponownie stracił zainteresowanie moją obecnością, stał się jakby nieobecny i sprawiał wrażenie jakby mnie tutaj nie było. Po cichu wycofałam się i cieszyłam się tym spotkaniem, obserwując jak zza wierzchołków gór wyłania się słońce.
Po śniadaniu wyruszyliśmy z przewodnikiem w drogę prowadzącą do znanego w tym regionie i bardzo szanowanego ascety, wyznawcy boga Ramy. Szlak prowadzący do jaskini ascety jest jednym z najbardziej malowniczych szlaków w tym regionie. Z każdym krokiem otaczające nas góry zdawały się coraz bardziej dominować nad krajobrazem. Błyszczące szczyty, pokryte wiecznym śniegiem, kontrastowały z zielenią lasów i delikatnym szeptem rwących strumieni.
Roślinność wokół szlaku w Gangotri jest obfita i różnorodna. W zależności od wysokości napotykamy różne strefy roślinności – od bujnych lasów na niższych poziomach po rzadkie rośliny alpejskie w wyższych partiach gór. Krzewy rododendronów w czerwieniach i różach dodają barwy temu surowemu, ale pięknemu krajobrazowi.
W sercu gór, schowana w głębokim zakątku, znajdowała się jaskinia ascety. Wnętrze tej jaskini było bardzo skromne, ale emanowało niesamowitą energią i spokojem. W głębi jaskini, siedział asceta jogin – święty człowiek, który poświęcił swoje życie medytacji i duchowym praktykom.
Asceta to osoba, która poświęciła swoje życie duchowej praktyce i poszukiwaniu prawdy. W hinduizmie, asceci często żyją w odosobnieniu, medytując, kontemplując i praktykując ascezę. Są uważani za świętych ludzi, którzy osiągnęli wysoki stopień duchowego oświecenia i którzy służą jako wzór do naśladowania dla innych duchowych poszukiwaczy. Jaskinia, w której mieszka asceta jogin, jest miejscem, gdzie wiara, medytacja i natura spotykają się w harmonii, tworząc święte miejsce pełne tajemnic i duchowej mądrości.
Ukryta głęboko pod masywem skalnym, jaskinia ascety stanowiła oazę spokoju i odosobnienia. Wysoko nad nią rosły masywne drzewa, których korzenie głęboko sięgały w skały, a gałęzie w stronę nieba. To drzewa sosnowe, które swymi iglastymi gałązkami i ciemnozielonymi liśćmi tworzyły gęsty baldachim nad jaskinią. Ich szelest pod wpływem wiatru nadawał temu miejscu dodatkowego uroku, a ich cień chronił wejście do jaskini przed zbyt ostrym światłem słońca, sprawiając, że wnętrze jaskini tonęło w subtelnym półcieniu. Poniżej tego zielonego sklepienia, w cichej pustelni zobaczyliśmy ascetę jogina, który poświęcił życie duchowym praktykom.
W cichej pustelni, gdzie dźwięk był niemal nieobecny, obok jogina siedział wędrowiec próbujący zadawać ascecie pytania i wyglądało to jakby dwa różne światy chciały znaleźć wspólny język. Wędrowiec, pełen pytań i ciekawości, próbował nawiązać rozmowę, dążąc do zgłębienia tajników duchowości i życia ascety. Jednak z każdym zadawanym pytaniem, w głębi jaskini, gdzie światło przenikało ledwie przez szczelinę skalną, cisza stawała się coraz bardziej gęsta, a odpowiedzi ascety były krótkie i enigmatyczne. Nie był to brak chęci do dzielenia się wiedzą, ale głęboka wiara w potęgę ciszy i kontemplacji jako drogi do prawdziwej duchowej mądrości.
W trakcie ich krótkiej rozmowy wędrowiec, próbując nawiązać więź, zaoferował joginowi różne dary z miasta. Jednak asceta, z uśmiechem odrzucił te propozycje. Jego gest był symboliczny – chociaż fizycznie nie potrzebował niczego, to duchowo pragnął jedynie ciszy i skupienia. W jego życiu miejski świat nie miał miejsca; wszystko, czego potrzebował, znajdowało się już w jego wnętrzu.
W głębokim wnętrzu jaskini, gdzie czas zdawał się biec inaczej, zjawiła się rodzina z nastoletnią córką. Dziewczyna, mimo młodego wieku, odczuwała niewypowiedziane napięcie i lęk w obecności ascety. Jednak rodzice, uznając potęgę duchową jogina, zwrócili się do niego z pokorą, prosząc o błogosławieństwo i ochronę dla swojej rodziny. W odpowiedzi, w głębi jaskini, gdzie echo każdego dźwięku zdawało się mieć długą drogę, usłyszeli delikatne dźwięki recytowanych mantr.
Nagle, przeszywająca cisza została zakłócona przez donośne powiadomienie z telefonu nastoletniej dziewczyny. Komunikat o zerwanej linii internetowej stanowił ostrzeżenie przed utratą łączności ze światem zewnętrznym. Choć początkowo rodzina była zaniepokojona tym brakiem połączenia, z czasem zaczęli rozumieć, że być może było to znak. Byli tu i teraz, zanurzeni w duchowej energii jogina, odcięci od cyfrowego zgiełku świata.
Asceta jogin, nie zważając na niespodziewany incydent, zaczął przygotowywać chai, tradycyjny indyjski napój. Jego ruchy były płynne, harmonijne, a każdy składnik dodawany do miski wydawał się być częścią duchowego rytuału. Mantry, które recytował, były jak modlitwa skierowana do każdego składnika, aby wypełnić napój energią i błogosławieństwem. Rodzina siedziała cicho, otoczona mistycznym nastrojem, obserwując ten duchowy rytuał, który łączył ich z wiekową tradycją i głęboką duchowością tego miejsca.
Tradycja życia ascetów joginów w jaskiniach sięga głęboko korzeniami w historię i kulturę Indii. Od wieków wielu ascetów wybierało życie w odosobnieniu, dążąc do osiągnięcia duchowego oświecenia poprzez medytację, kontemplację i ascezę. Jaskinie w Himalajach często służyły jako schronienie dla tych duchowych poszukiwaczy, miejscem, gdzie mogli oddzielić się od ziemskich trosk i skupić się na wewnętrznym świecie. W ich codziennym życiu prostota była kluczem – od ubioru po codzienną rutynę, wszystko było podporządkowane praktykom duchowym. Choć życie w jaskini mogło wydawać się surowe, to dla wielu ascetów było drogą do głębokiej harmonii z naturą i samym sobą.
Kiedy wypiliśmy napój błogosławiony mantrami, czuliśmy, jak ta starożytna tradycja przenika nasze wnętrze. Chai, wypełniony energią mantr, nie był zwykłym napojem; była to esencja duchowości i tradycji, udzielana nam przez ascetę. W chwili po jego wypiciu, świat zewnętrzny zdawał się zanikać, a my byliśmy świadkami głębokich praktyk joginów, doświadczając ich mistycznego dziedzictwa.
Kiedy opuściliśmy jaskinię, promienie słońca i świeżość powietrza były jak odkrycie na nowo. To, co wcześniej było dla nas codziennością, teraz ukazywało się w zupełnie nowym świetle. Byliśmy zanurzeni w głębokim spokoju i ciszy, której nie doświadczaliśmy od dawna. Wszechobecna harmonia natury, połączona z wewnętrznym spokojem, sprawiła, że przez długi czas czuliśmy się jednością z otaczającym nas światem, doświadczając piękna i magii chwili.
Wśród zimowego krajobrazu Himalajów, gdzie powietrze było chłodne i klarowne, codziennie miałam okazję spotykać różnych ascetów. Nasze spotkania były pełne głębokiego szacunku i duchowej wymiany. Mimo surowych warunków panujących w górach, widziałam, jak niektórzy z nich odprawiali poranne rytuały. Kąpiele w mroźnej rzece były dla nich nie tylko aktami czystości, ale także duchowymi praktykami, które miały na celu oczyszczenie umysłu i ciała. Ich determinacja i poświęcenie w obliczu tak skrajnych warunków pozostawiały we mnie niezatarte wrażenie.
Chociaż ja, przyzwyczajona do cieplejszego klimatu, ubierałam się w grube ubrania, widok tych ascetów w kąpieli wydawał się niezwykle inspirujący. Ich praktyki były dowodem na to, że ludzki umysł i ciało mają niesamowitą zdolność do adaptacji i przetrwania, jeśli są odpowiednio prowadzone przez duchowe praktyki i medytację. Każde takie spotkanie przypominało mi o sile determinacji, wiary i poświęcenia, które są nieodłącznymi elementami drogi joginów.
Z czasem, moje dni spędzone w tym magicznym miejscu stały się głęboko przepełnione duchową energią i spokojem. Realizując swój cel, którym było odnalezienie autentycznej i żywej tradycji jogi, poczułam, że moja podróż miała głębszy sens i znaczenie. Choć opuszczałam te góry z wdzięcznością za wszystkie doświadczenia, wiedziałam, że jest to fragment- etap mojej jogicznej drogi poszukiwań. Wiedza i mądrość, którą zdobyłam, skłoniły mnie do przekonania, że w przyszłości wrócę tu, by ponownie doświadczyć tej niezwykłej energii i mocy, która emanuje z tych świętych miejsc.
Pozostałe teksty autorskie